Okazuje się, że życie, czy nawet jakiekolwiek funkcjonowanie osoby niepełnosprawnej w naszym mieście jest bardzo utrudnione. Znakomitym przykładem jest tutaj dworzec kolejowy. Jeden z naszych czytelników, będący autorem tego apelu, ma nadzieję, że coś się zmieni.
Jest niedziela około godziny dwunastej w południe, żar z nieba niemiłosierny, przydrożny termometr wskazywał jakieś 35ºC. Dojeżdżam z moją czteroosobową rodziną na stacji kolejowej w Pszczynie. Wysiadamy z pociągu na drugim peronie dworca. Ja, moja małżonka, dwójka dzieci rok po roku w dwuosobowym ciężkim wózku oraz ku naszemu szczęściu dziadziuś moich pociech.
Dlaczego? Ponieważ z drugiego peronu jedyne wyjście w kierunku miasta to wysoka kładka bez możliwości wjechania na nią naszym ciężkim wózkiem. Zauważyliśmy jednak zamknięty przejazd dla wózków towarowych, przy którym znajdował się „znaczek inwalidzki” z informacją, iż do godziny 17.00 informacje dotyczącą korzystania z przejścia udziela kasa, tylko w jaki sposób ów inwalida, bo o osobach z wózkami dziecięcymi już nie pomyślano, ma dotrzeć do kasy w celu uzyskania informacji na temat korzystania z peronu 2.
No cóż, zmuszeni byliśmy wnieść dwuosobowy wózek dziecięcy na wysoką kładkę, aby dostać się do wyjścia. Trzy dorosłe osoby jakoś sobie z tym poradziły, jednak w taki upał, można swobodnie powiedzieć, że była to spora niedogodność. Cztery godziny później, gdy wracaliśmy już tylko w czwórkę żona ja oraz dzieciaki, byliśmy w tej komfortowej sytuacji, iż znajdowaliśmy się już po stronie kas biletowych, gdzie teoretycznie można było kogoś poprosić o otwarcie przejścia. Teoretycznie, ponieważ gdy poprosiłem panią w kasie o otwarcie przejazdu, poinformowała mnie, że nie ma dzisiaj osoby która by mogła tego dokonać.
Pytam jak mam dotrzeć na 2. peron? Odparła że kładką. Nie wyobrażałem sobie wnoszenia ciężkiego wózka z dwójką dzieci, nie mówiąc już jak miałby zrobić to osoba niepełnosprawna ruchowo. Spotkane osoby na dworcu, które ten temat już przerabiały poradziły nam wejście na peron od strony przejazdu kolejowego jakieś 200m od dworca. Pokonawszy te 200m napotkaliśmy znak oznaczający wstęp wzbroniony, jednak nic innego nam nie pozostało, jak złamanie zakazu i dotarcie na upragniony peron.
Czy jednak tak musi być? Czy w kraju, w którym mówi się o równouprawnieniu może się zdarzyć sytuacja, że kasjerka wzrusza ramionami na pytanie osoby niepełnosprawnej o pomoc w dotarciu na dworzec? Pszczyński dworzec zajmuje ogromny budynek, czy jedynymi zatrudnionymi tam są kasjerki i nie ma tam żadnej osoby, która byłaby na tyle kompetentna, aby otrzymać dodatkowy klucz do kładki? Kładki, która pozwala osobom niepełnosprawnym, na normalne korzystanie z usług kolei.
Źródło: Tekst autorstwa Przemysława Lofka












Norma. Witamy w Pszczynie! Ale ja sie pytam… CO ZROBILIŚCIE Z DZIADZIĄ?
Jeśli ktoś rozwiąże problem z przeprowadzaniem wózków przez tory, to w nagrodę postawimy mu krzyż przed PKP, a nawet i tablicę upamiętniającą!
tablicę kupamiętniającą
No, ale z drugiej strony to dobrze, że przynajmniej da się przejść tamtędy, gdzie wrócili. Wyobraźcie sobie takiego inwalidę, gdy jest sam, wysiada z pociągu i nagle jest w czarnej d… . Najlepiej zejść z wózka i skoczyć po kasjerkę, żeby ktośś otworzył.
Porażka,w tym kraju wiele brakuje do cywilizacji zachodniej