
Wydaje się być rzeczą naturalną konieczność poniesienia konsekwencji w przypadku bycia przyłapanym na robieniu czegoś zabronionego. Czy pszczyńska straż miejska działa według tej prostej reguły?
Niestety tak. Chodzi o stosowane ostatnio przenośne fotoradary. Rzecz, można by powiedzieć, normalna. Jedziesz za szybko – płacisz mandat. Diabeł jednak jak zwykle tkwi w szczegółach.
Po pierwsze drogi.
Polacy zaleźli sposób na dziury w jezdniach. I nie jest to bynajmniej ich łatanie. Stawia się zwyczajnie ograniczenie prędkości. Kiedy na drodze, po której dotychczas można było jeździć z prędkością 90 km/h pojawia się ograniczenie do 50 km/h, niewielu kierowców się do niego stosuje. Tym bardziej tych, którzy jeżdżą daną trasą „na pamięć”. Trudno sobie wyobrazić długi, prosty odcinek z pustą przestrzenia po obu stronach i sznurkiem samochodów turlających się z prędkością 50 km/h, tylko dlatego, że po zimie zostało kilka dziur. Oczywiście znajdzie się zawsze ktoś, kto będzie tego przestrzegał, ale natychmiast zostanie zwymyślany przez użytkowników CB-radia i wyprzedzony.
Zarządca drogi stawia takie ograniczenie, żeby oddalić od siebie konieczność wypłaty odszkodowań za połamane zawieszenia.
Korzysta na tym także straż miejska ustawiając przenośny fotoradar.
Po drugie prewencja.
Fotoradar najlepiej spełnia swoją funkcję, kiedy stoi na stałe w naprawdę niebezpiecznym miejscu. Ponadto kierowca powinien być ostrzeżony znakiem drogowym o kontroli. Przy spełnieniu tych kryteriów, człowiek rozsądny zwolni i uniknie mandatu. Co jednak najważniejsze, zmniejsza się prawdopodobieństwo spowodowania przez niego wypadku.
Jest tylko jeden bolący szczegół. Instytucja, do której radar należy będzie zarabiać jedynie na piratach drogowych.
Oto wystarczający powód do ustawiania przenośnych fotoradarów.
Po trzecie legalność.
Żeby zdjęcie wykonane fotoradarem mogło być uznane za dowód wykroczenia, powinno być zrobione sprzętem spełniającym okreslone standardy. Musi on posiadać homologację na pracę w konkretnych warunkach – między innymi w odpowiednim zakresie temperatur. Radary stawiane na terenie gminy Pszczyna nie zawsze spełniają wszystkie wymagania. Oczywistym jest, że w takiej sytuacji nie trzeba przyjmować mandatu i każdy sąd stanie po stronie sfotografowanego. Jednak nie wszyscy mają tego świadomość, co widać po twarzach osób wychodzących z biura Straży Miejskiej przy ul. Batorego w Pszczynie. Nota bene wynajmowanie pomieszczenia tylko po to, żeby przyjmować w nim ludzi, którzy dostali wezwanie do odebrania mandatu wygląda na emanację czyjegoś mrocznego poczucia humoru.
Co jest nie tak?
Fotoradar, który znienacka staje na kilka godzin w jednym miejscu, w którym nikt się go nie spodziewa to maszynka do zarabiania pieniędzy. Nie spełnia on funkcji prewencyjnej mającej przyzwyczaić kierowców do zachowywania ostrożności. Sprawia natomiast, że często zamiast obserwować drogę, prowadzący pojazd obserwuje pobocza, w obawie, że w jakimś samotnie stojącym przedmiocie może być ukryty fotoradar.
Pod adresem www.radary.pyna.pl można przeczytać o miejscach i godzinach, w których jesteśmy narażeni na nieoczekiwaną sesję fotograficzną. Widać tam jak na dłoni wyrywkowość kontroli.
Przenośne fotoradary wkraczają do gry, gdy te stacjonarne tracą homologację i nie ma pieniędzy na naprawę i legalizację. Dowodzi to nieudolności w zarządzaniu infrastrukturą.
Rzeczą najbardziej irytującą jest to, że nie inwestuje się wystarczająco dużo środków w bezpieczeństwo dróg, a zamiast tego mnoży się ograniczenia prędkości i kontrole radarowe. Wszystkim wyszłoby na dobre poruszanie się po dobrze wykonanych drogach. Mam na myśli takie, których nie trzeba każdorazowo łatać po zimie. Kierowcy zyskaliby czas, wygodę i bezpieczeństwo, a zarządca drogi – prestiż. Dopóki jednak radary będą przynosić niemały dochód, a firmy remontujące drogi nie będą dawać gwarancji na swoje produkty, będzie jak jest.
Ale to już osobny temat.










Niech ktoś powie ile dotychczas miasto zarobiło na tym fotografowaniu?
Luuuudzie… Amerykem chcom z nas zrobić?